Każdy z nas, trenerów, miał takie sytuacje na sali szkoleniowej, które pamięta do dziś. Ja pamiętam doskonale szczególnie jedną…

Jako młody trener zostałem zaproszony do prowadzenia, krótkiego modułu z komunikacji podczas całodziennego maratonu szkoleniowego. Maraton został zorganizowany jako impreza promocyjna jednej z firm szkoleniowych. Chodziło o to, aby w jednym miejscu zebrać wielu potencjalnych klientów i pokazać im, jak fantastyczny potencjał szkoleniowy mamy.

Mój moduł miał się pojawić jako trzeci z kolei. Kilku trenerów pracowało z tą samą grupą uczestników. Wyglądało więc to tak, że jeden trener kończył, była krótka przerwa i zaczynał następny. Nie bardzo lubię tak pracować, bo trudno mi jest wejść tak w środku w toczący się proces szkoleniowy. Lubię mieć czas na nawiązanie z grupą kontaktu, na przyzwyczajenie się do siebie nawzajem, stopniowe zacieśnianie relacji. W tym przypadku to było niemożliwe. Pomyślałem sobie jednak, że fajnie będzie, jeśli rozpocznę swój fragment od ćwiczenia na zapoznanie się.

Jest takie proste ćwiczenie, które wykorzystuje się, aby pokazać podobieństwa między uczestnikami. Stawia się krzesła w kręgu. Siedzą na nich uczestnicy, a jedna osoba, która nie ma krzesła, stoi w środku. Osoba w środku mówi coś na swój temat, na przykład: „lubię pracę trenera” albo „jestem niezwykle cierpliwy” i wszystkie osoby, które też „lubią pracę trenera” albo też „są cierpliwi” muszą wstać i jak najszybciej przesiąść się na inne miejsce. Jeśli ktoś nie zdąży, zostaje w środku i teraz jego kolej na mówienie o sobie. Gra się toczy kilka minut, tak aby każdy miał okazję zaprezentować się innym.

Pomyślałem sobie więc, że rozpocznę od ćwiczenia – uczestnicy się będą dobrze bawili, ja zbuduję kontakt z nimi i potem wszystko pójdzie super. Kłopot się pojawił, jak któryś z uczestników powiedział, że ćwiczenie to dziecinada i on w tym nie weźmie udziału. Za chwile dołączyli się do niego inni: „że szkoda czasu”, „skupmy się na konkretach”. Po prostu mnie zatkało. Nie byłem przygotowany na taki bunt ze strony uczestników. Grę wykorzystywałem wielokrotnie, z różnymi grupami, w różnym wieku. Nie rozumiałem, dlaczego coś, co zawsze się sprawdzało, tym razem wywołało taki opór. Nie muszę Wam chyba mówić, że moduł, który poprowadziłem wypadł raczej blado. Jakoś trudno mi było wziąć się w garść po tej odmowie współpracy.

Teraz z perspektywy czasu już doskonale wiem, co się stało. Grupa nie była gotowa. Wcześniejsze moduły, bardziej o charakterze wykładowym, narzuciły pewną konwencję pracy. Ludzie się nie znali. Trenerzy, którzy prowadzili zajęcia przede mną, nie poświęcili czasu na stworzenie bezpiecznych warunków pracy. A ja nagle, bez wyjaśnienia celów, bez pokazania korzyści, próbowałem ich namówić na „dziecinną zabawę z przesiadaniem się”.

Teraz wiem, że struktury trenerskie muszą być dostosowane do specyfiki grupy i poziomu jej gotowości. Teraz rozumiem, jakie są potrzeby uczestników na początku szkolenia, gdy grupa się konstytuuje. Wiem, co powinien robić trener, aby szybko zbudować bezpieczeństwo i gotowość uczestników do podejmowania ryzyka. Ale wiem to, bo rozumiem dynamikę procesów grupowych.

Są tacy, którzy twierdzą, ze znajomość procesu grupowego nie jest potrzebna w biznesie. Że proste szkolenia merytoryczne można prowadzić bez wiedzy o etapach procesu czy potrzebach psychologicznych uczestników. Pewnie można, ale co to za prowadzenie…

Categories: Trenerstwo

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: